Czym dla mnie jest genealogia? - nauką, wielką radością, pogonią za czymś, co już nie wróci, pasją... Staram się na tej stronie opisać nie tylko moich przodków, krewnych i powinowatych, ale także wszystko, co w moich poszukiwaniach odegrało jakąkolwiek rolę. Przedstawię metody poszukiwań, źródła wiedzy, a przede wszystkim błędy, które popełniłem. Mam nadzieję, że lektura tej strony okaże się pomocna dla tych, co swoją przygodę z genealogią dopiero rozpoczynają… 

Serdecznie zapraszam!

Piotr Pawel Cypla

GENEALOGIA, A SPOŁECZEŃSTWO

Dla większości Europejczyków znajomość rodziców i dziadków to wystarczające informacje na temat własnych korzeni, chociaż są pewne chlubne wyjątki. W Walii, każde zapytane dziecko, na pytanie „kim jesteś?”, wymieni kilku przodków w linii patrylinearnej (męskiej). Ciekawy przykład przywołuje R. T. Prinke w „Poradniku genealoga amatora” - „Kiedy w 1945 roku Hervey Rhodes, młody walijski poseł do parlamentu, po raz pierwszy wstąpił na mównicę, przedstawił się w tradycyjny sposób jako «Hervey od Jacka od Billa od Jacka od Joe od Hojna od Thomasa z Dean Head», na co podniósł się inny poseł z Walii i sprostował, że Thomas nie był z Dean Head, ale z sąsiedniego gospodarstwa Dean Head Clough. Thomas Rhodes był chłopem żyjącym około roku 1700!”. Z powyższego przykładu widać więc bardzo wyraźnie, że dla Walijczyka własne korzenie – arystokratyczne czy chłopskie – są niezwykle ważne.

A dla nas Polaków?

W poezji, literaturze i patriotycznych przemowach wyraźnie manifestujemy taką potrzebę:

Aby mierzyć drogę przyszłą
Trzeba wiedzieć, skąd się przyszło

(C.K. Norwid)

Bez przodków jesteś jak wyrwana roślina, rzucona na uschnięcie.
Gdy czujesz za sobą ich siłę, to tak, jakbyś rósł w lesie z innymi drzewami.
Jedne są stare i już się przewracają, inne młode, dopiero rosną, ale to jest Twój las…” 

Genealogia swojej rodziny nigdy się nie kończy. Zamyka się tylko pewien jej etap
i rozpoczyna następne, które dalej pociągną Twoje pokolenia !

(St. Pieniążek)

 „Kiedy przestajesz szanować swoją historię i pamięć przodków przestajesz szanować samego siebie – pamiętaj to dług honorowy jeśli ktoś umierał, żebyś ty mógł żyć wolny, jeśli ktoś harował jak wół, żebyś ty mógł żyć w cywilizowanym świecie, to teraz masz wobec nich dług honorowy - będziesz go spłacał własnym dzieciom”

(T. Kołodziejczyk)

"Kto nie szanuje i nie ceni swojej przeszłości, 
ten nie jest godzien szacunku teraźniejszości, 
ani nie ma prawa do przyszłości..."

(20 lutego 1920 Marszałek Józef Piłsudski)

Najbardziej jednak do mojej duszy przemawia dwuwiersz nieznanego mi autora, cytowany bardzo często na różnego rodzaju stronach internetowych:

"Gdyby nie Przodkowie moi, nic by mnie nie było,
Nic świadomości, nic duszy, nic ciała.

To Pradziadów znojne życie, że jestem, sprawiło,
A ze mną i we mnie cząstka ich została. "

Chyba właśnie na tym polega istota genealogii, która dla większości z nas jest po prostu niepojęta - bez pamięci o naszych przodkach jest jakby nas o cząstkę mniej. Stajemy się wtedy pochłaniającymi i wydalającymi materię tworami, dla których ważniejsze jest gdzie pójść, a nie skąd się przyszło. Dla nas Polaków historia rodu z jakiego się wywodzimy przestała być ważna już dekady temu. Już w czasach rozbiorowych część szlachty ulegała pauperyzacji. Zaborcy (szczególnie rosyjscy) wprowadzali liczne ograniczenia i karkołomne dla niektórych wymagania. Żeby potwierdzić szlachectwo (wylegitymować się) trzeba było ponieść znaczące koszty. Po co więc było pamiętać skąd się przyszło, skoro nie wiadomo nawet było czy dalej się pójdzie... Druga Wojna Swiatowa, a później prawie półwiecze komunizmu również uczyniły spustoszenie w naszej świadomości. Wtedy nie można było zbyt dużo pamiętać, zbyt dużo mówić, a już na pewno chwalić się swoim szlacheckim, a już nie daj Boże, magnackim pochodzeniem. Polacy, którzy po 1939 roku pozostawali na wschodnich rubieżach dawnej - sanacyjnej Polski, po latach terroru zapominali nawet swoją narodowość i religię, a co dopiero mówić o pamiętaniu przodków. Moja rodzina mieszkała przed wojną na terenie obecnej Białorusi - na każdym kroku musieli wyrzekać się swojej polskości i pochodzenia. I tak Bylczyńscy stawali się Bolczyńskimi, Eysmontowie - Ejsmentami, a Tołłoczkowie - Tołoczkami, bo jakże prostemu obywatelowi kraju Czerwonej Gwiazdy wypadało pisać się przez dwa "ł"... Chętnie pozbywali się swoich włości, bo wtedy tak nie wyróżniali się od reszty społeczeństwa. Mój dziadek Stanisław w przededniu wojny nie był wielkim dziedzicem posiadającym setki hektarów gruntu. Miał kilka poletek o łącznym areale 25 hektarów. Jednak mimo to w czasie wojny, jak i po niej uznawany był za "kułaka". Rosyjskie państwo na każdym kroku wypominało mu, że jest imperialistycznym PANEM, mimo tego, że nigdy takim nie był. Nie przekazał swoim dzieciom historii przodków, bo i po co? Po jego "pańskości" pozostały tylko wysokie skórzane buty - "oficerki" i mocno przetarty mundur , który nosił do końca swojego życia...    

„Śmierć nie jest kresem naszego istnienia – żyjemy w naszych dzieciach i następnych pokoleniach. Albowiem oni to dalej my, a nasze ciała to tylko zwiędłe liście
na drzewie życia.”

(Albert Einstein)

I właśnie tak interpretuję potrzebę poszukiwań genealogicznych...

PO CO, KIEDY I DLACZEGO?

W jakim celu ludzie zajmują się genealogia, w jakim celu szperają w archiwach rozmaitych urzędów, kościołów i cmentarzy? Czego szukają na strychach starych domów swoich przodków czy krewnych, albo w zapomnianych albumach porosłych warstwą kurzu? Czym spowodowana jest chęć odpowiadania na odwieczne pytania – skąd się wywodzę, kim byli moi przodkowie?

Podobno nie ważne jest co było, tylko to co jest i będzie. Po co więc grzebać w historii, po co snuć mniej lub bardziej prawdopodobne domysły, bo przecież w większości na domysłach będzie oparte to, co działo się sto czy dwieście lat temu… Właśnie przez taki sposób myślenia zaginęło coś, co wieki temu nazwano tradycją. Wina leży nie tylko po stronie ludzi – swoje zrobiły również rozbiory Polski, kolejne wojny światowe, a także kilkadziesiąt lat panowania komunizmu, w którym ważna była tylko historia współczesna i kształtowanie przyszłego materialistycznego bytu. 

Dla sporej części z nas wielką niewiadomą jest życie naszych najbliższych – dziadków, rodziców, rodzeństwa… Tak naprawdę, pomimo niezaprzeczalnej bliskości tych osób wiemy o nich niewiele, wiemy tyle co chcą żebyśmy wiedzieli lub nie chcemy o nich zbyt wiele wiedzieć. Największą trudność sprawia napisanie o samym sobie. Czy taka retrospekcja własnej osoby może być obiektywna, czy też z samego już założenia skazana jest na porażkę?

Genealogia jako nauka o naszym rodowodzie powinna być obiektywna i dotyczyć przede wszystkim udokumentowanych faktów. Pisanie historii oderwanej od rzeczywistości z wyidealizowanym obrazem naszych przodków i nas samych jest pozbawiona większego sensu. Papier jest cierpliwy i przyjmie wszystko, ale czy warto spisywać fikcję i wmawiać sobie i innym, że jest ona prawdą? Łatwo jest spisać historię sławnych i uznawanych przez społeczność osób. Miło jest wspominać o licznych nobilitacjach szlacheckich, tytułach i stanowiskach jakie nosili i piastowali nasi przodkowie. Ale czy genealogia jest zarezerwowana tylko i wyłącznie dla „szlachetnie” urodzonych?

Rodzina – najmniejsza cząstka społeczeństwa, narodu, cywilizacji… Grupa ludzi powiązana ze sobą więzami krwi, nazwiskiem, wspólnie przeżytymi chwilami i emocjami.  Rodzina to wspólne chwile spędzone przy blasku lampek wigilijnej choinki, to łzy szczęścia kręcące się w oku z okazji chrztów, komunii i ślubów… Rodzina to także wspólnie uronione łzy smutku gdy ktoś bliski odejdzie. Każda rodzina to przede wszystkim ludzie – ich charaktery, kolor ich oczu, tembr głosu, myśli, spełnione i niespełnione nadzieje i marzenia. To również wydarzenia z życia tych ludzi związane z ich codziennym dniem przepełnionym zarówno szczęściem jak i nieszczęściem. Historia rodziny, to życie ich poszczególnych członków…

Rozpoczynając pisanie niniejszej opowieści pomimo pozornie łatwego dostępu do źródeł wiem jednak niewiele. W czasie gdy mogłem zdobyć każdą niezbędną informację od żyjących przodków, nie byłem nimi zainteresowany. Moi dziadkowie ze strony mamy starali się przekazać mi jakąś część swojej przeszłości – pokazywali albumy ze zdjęciami, opowiadali rodzinne historie, opisywali bliższych i dalszych krewnych… Niestety jako dziecko nie przejawiałem głębszego zainteresowania tymi historiami. Z czasem albumy porosły kurzem, a uwiecznione w nich twarze stały się dla mnie wielką niewiadomą.


W kolejnych latach już jako dorastający młodzieniec również nie wykazywałem większych chęci do poznawania własnych korzeni. Moja babcia ze strony mamy zmarła gdy miałem trzynaście lat; dziadek gdy miałem lat dziewiętnaście.  Później mogłem czerpać wiedzę o rodzinie z opowiadań moich rodziców, ale to też zaprzepaściłem. Dziadków ze strony ojca nigdy nie poznałem – babcia zmarła gdy miałem sześć lat; dziadek gdy nie było mnie jeszcze na świecie. Nie poznałem nawet całej rodziny mojego ojca mieszkającej na obecnym obszarze Białorusi. Zacięcie genealogiczne pojawia się u mnie w chwili, gdy wszyscy bliscy są już tylko obrazem uwiecznionym na papierze fotograficznym i w mojej pamięci… Gdy zainteresowałem się genealogią miałem 42 lata. Pierwsze genealogiczne notatki sporządziłem w dniu 7 VII 2006 roku. 

Przystępując do spisania historii własnej rodziny zacząłem się zastanawiać jaki jest tego cel. Czy warto uwieczniać na papierze wydarzenia z życia zwykłych szarych ludzi, którzy przecież nie zapisali się w rozwoju ludzkości jakimikolwiek wzniosłymi czynami czy osiągnięciami. Nie wywodzę się z Kościuszków lub Mickiewiczów; wśród moich przodków nie było słynnych przywódców, poetów, polityków, naukowców. Zaczynając swoją przygodę nie wiedziałem nawet jak w przybliżeniu wyglądają moje korzenie rodzinne. Nie potrafiłem udokumentować swojego pochodzenia cofając się tak, jak niektórzy o kilka wieków wstecz. Nigdy nie widziałem swoich dziadków ze strony ojca, nie znam lub prawie nie znam większości rodziny nie mieszkającej w Polsce. Nawet o  tych co teoretycznie żyli lub żyją blisko wiedziałem równie mało. O kim więc miałem pisać – o sobie, o swoich rodzicach, żonie, synu, siostrze? Czy tego rodzaju opowieść będzie stanowić chociażby namiastkę typowej genealogii rodzinnej? Ta opowieść nie jest dla mnie, ani współcześnie żyjących krewnych. Postanowiłem ją napisać dla tych co nastąpią po mnie – dla wnuków, prawnuków… Możliwe, że nie będę w stanie przybliżyć historii swoich przodków ale mam nadzieje, że w miarę dokładnie opiszę to co dla przyszłych pokoleń stanie się historią… 

DZIENNIK MOICH POTYCZEK Z GENEALOGIĄ...

2. Gru, 2016

Rody grodzieńskie...

Od pewnego czasu staram się współtworzyć pewien portal genealogiczny poświęcony Grodzieńszczyźnie, w szerokim tego słowa znaczeniu. W końcu to ojczyzna moich przodków, na której żyli od setek lat. Czytam dziesiątki książek, setki dokumentów z minionych epok i staram się wydobyć z nich choćby najmniejsze okruchy świadczące o miejscu i czasach w jakich żyli moi atentaci. Niektórych z tych miejsc dzisiaj już nie ma, a nawet jak są, to w niczym nie przypominają swojej dawnej świetności. Może kiedyś uda mi się odtworzyć przeszłość i namalować słowami obrazy już zapomniane…

1. Lis, 2016

Smutny dzień...

Większość ludzi tego właśnie dnia odwiedza groby swoich bliskich… tym razem tego nie zrobiłem. Obcowałem ze swoimi zmarłymi bliskimi na swój „genealogiczny” sposób. Przejrzałem swoje notatki o ojcu… nazbierało się tego trochę. Na napisanie jego monografii jednak nie jestem jeszcze gotowy. Zbyt dużo niedopowiedzeń, domysłów, a zbyt mało faktów. Ciągle czegoś „zbyt”… Czy kiedyś będzie akurat, wystarczająco, perfekcyjnie?

28. Pa, 2016

Jest się z czego cieszyć...

właśnie dnia dzisiejszego przekroczyłem magiczny próg 50 000 wejść na swoją stronę internetową. Tworząc stronę kilkanaście miesięcy temu nie brałem pod uwagę nawet, że ktokolwiek zainteresuje się zawartymi tu treściami. Poniekąd jest to jakiś powód do dumy, tym większy, że część moich czytelników kontaktuje się ze mną, dzieli się swoimi problemami genealogicznymi lub szuka jakieś rady. Zapewne bardzo buduje to moje ego i leje miód na wysuszone serce.

13. Cze, 2016

Niemożliwe wcale nie jest takie niemożliwe...

Podobno chwalić się nie wypada, ale jednak muszę to zrobić... Kilka lat poszukiwań zostało uwieńczone sukcesem. Wystarczyło kilka godzin, żeby odnaleźć to, co przez kilka ostatnich lat wydawało się niemozliwe - akt ślubu moich 3xpradziadków. W dniu 23 I 1783 roku Alexander CYPLA ożenił się z Barbarą OBUCHOWSZCZANKĄ (Obuchowicz/Obuchowska?). Ślub miał miejsce w parafii Jeziory - Aleksander pochodził z Kotry. Pozostaje odpowiedzieć na jedno pytanie - dzięki komu lub czemu ten mój długo oczekiwany prezent? Odpowiedz jest prosta - dzięki tym co poświęcają dziesiątki godzin ze swojego życia na żmudną i niewdzięczną pracę jaką jest indeksowanie ksiąg parafialnych. Te akurat odnalazłem na FamilySearch i za to chwała zarówno tej instytucji, jak i ludziom, którzy wprowadzili te indeksy. Serdecznie dziękuję!!! Czuje się zobowiązany spłacić swój dług, dlatego też sam przystąpiłem do indeksacji w zespole rodygrodzieńskie.pl

18. Lu, 2016

Tygodnie pełne wrażeń...

No tak właśnie można określić ostatnie 3 tygodnie – pełne wrażeń… Poznałem, niestety telefonicznie, swojego 83-letniego kuzyna Walentego Jabłońskiego. Postać legenda, żywa historia i pomost między tym co jest, a tym co było. Odnośnie przeżyć Walentego i historii jego rodziny można śmiało spisać książkę – być może kiedyś to uczynię. Dzisiaj mieszka w Białymstoku, ale jego korzenie tam gdzie i moje – na grodzieńszczyźnie. Urodził się w Kozłowiczach, tam jego rodzice mieli swój majątek (kilkadziesiąt hektarów ziemi). Nieopodal, w okolicy Zapole mieszkali moi przodkowie. Walenty i mój dziadek Stanisław byli spokrewnieni. Rodzona siostra mojego dziadka – Magdalena Sipowicz z domu Cypla, była babcią Walentego. Wynika z tego, że ja i Walenty mamy wspólnych przodków – Aleksandra i Franciszkę z domu Łozowiecka, małżonków Cypla. To nasi wspólni pradziadkowie… Ich rodzinne Kozłowicze tuż po wybuchu II wojny światowej zostały przyłączone do Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Rodzina Walentego wiele doświadczyła. Jego ojciec niedługo po wojnie został okrzyknięty kułakiem-wrogiem narodu i zesłany na Syberię. Podobny los spotkał resztę jego rodziny. W 1952 roku zostali zesłani na pogranicze kazasko-uzbeckie na plantację bawełny. W 1953 roku ojciec Walentego (Józef Jabłoński) powraca z syberyjskich łagrów i w Kazachstanie odnajduje swoją rodzinę. Był tak wycieńczony i schorowany, że zmarł zaledwie kilka miesięcy później. W Kazachstanie pozostali na wieki również inni członkowie rodziny Walentego – młodszy brat Leopold i siostra Stasia. Po śmierci Stalina mogli powrócić z zesłania – wszędzie, ale nie tam gdzie pragnęli… W ten sposób znaleźli się w Białymstoku rozpoczynając swoje życie kolejny raz od nowa… W ostatnich tygodniach odbyliśmy kilka wielogodzinnych rozmów telefonicznych. Kilka dni temu dostałem list od Walentego. Nie napisał w nim nic, ale załączył kilka bezcennych dla mnie zdjęć, które własnoręcznie opisał…

23. Sty, 2016

Spotkanie z przedstawicielami rodu TOŁŁOCZKO

Mazowieckie Golądkowo w parafii Winnica - tam dzięki uprzejmości Pana Zbigniewa Tołłoczko odbyło się chyba pierwsze spotkanie przedstawicieli tego zacnego rodu. Chwilowo skromnie... ledwie parę osób z kilku gałęzi rodowych. Kolejne spotkania będą zapewne liczniejsze. Być może efektem tych spotkań będzie coś wielkiego i pożytecznego - zamierzam napisać książkę...

29. Gru, 2015

Kolejny rok się kończy...

Powoli kończy się rok – powinienem podsumować swoją genealogiczną pracę. Największy sukces mijającego roku to zapewne strona gencypla.pl i blog na którym staram się sukcesywnie coś publikować. Strona ledwie od września, a miała już ponad 24 000 wyświetleń. Przez cały okres funkcjonowania strony i blogu to co się na nich pojawiło publikowałem również na Facebook w grupach do których należę oraz na swoim własnym profilu. Docieram do pewnej grupy ludzi i myślę, że w ten sposób dodaję jakąś malutką cegiełkę do propagowania genealogii, jako nauki i pasji. Starałem się w tym roku również pomóc innym – trochę tłumaczyłem, pokazywałem ścieżki poszukiwań lub dzieliłem się swoją wiedzą. To chyba równie ważne jak sukcesy strony. W mojej bazie danych prawie 4 300 rekordów – nie przybyło więc dużo, ale część zostatała uzupełniona w znaczącym stopniu. Mijający rok to głównie poszukiwania przodków mojej żony – rodziny FIWEK, a także moich przodków po kądzieli – TYKWIŃSKICH. Obydwa kierunki równie trudne i wydają się nie mieć końca. Może to i dobrze…

1. Pa, 2015

Małe podsumowanie...

Prawie 10 000 wejść na stronę! To chyba dużo. Kilka osób nawet napisało dziękując za inspirację i wskazanie źródeł - to cieszy! A co w poszukiwaniach? Niestety chwilowa niemoc totalna. Tak bywa - życie przecież nie składa się z samych sukcesów.

4. Wrz, 2015

Sukces w poszukiwaniach

Dzisiaj odnalazłem akt urodzenia swojej macierzystej praprababki - Anieli TYKWIŃSKIEJ z domu SOCZYŃSKA oraz akt urodzenia jej ojca Kacpra (mojego 3xpradziadka). Oczywiście szukam dalej... Jak to nie można wierzyć słowu pisanemu... W akcie zgonu Anieli z 1917 roku zapisano, że była córką Kajetana i matki z imienia niewiadomego oraz, że urodziła się we wsi Kleszewo. To wszystko prawie prawda. Kajetan to jej dziadek, a urodziła się w parafii Kraszewo (Wojtkowa Wieś) - akt Nr 44/1838.

2. Wrz, 2015

Tylko się cieszyć...

wczoraj było 900 wejść na stronę dzisiaj już ponad 1 800. Pozostaje się tylko cieszyć i liczyć na to, że popularność mojej strony i bloga będzie rosła, a nie malała...

1. Wrz, 2015

Blog

ruszył blog na mojej stronie - na razie 2 wpisy. Na stronę było już ponad 900 wejść...

29. Sie, 2015

Znaleźć i opisać...

tego właśnie dnia zrobiłem to, co powinienem zrobić lata temu... założyłem stronę internetową poświęconą mojej największej jak do tej pory pasji - GENEALOGII... W bazie danych mam 4 135 rekordów opisujących prawie 1 500 małżeństw. Ilości odnalezionych aktów już nawet nie liczę. Drugi tom moich "papierowych" notatek zapełnił się już w połowie... Czy poszukiwania genealogiczne mogą mieć swój koniec?

14. Sty, 2015

FIWEK - przodkowie mojej żony

tego dnia podjąłem pierwsze poważne działania w odnalezieniu przodków mojej żony, wywodzącej się z rodziny FIWEK, której nazwisko na przestrzeni wieków uległo znaczącej modyfikacji. Jej przodkowie byli ewangelikami i przybyli z niemieckiego w tamtym czasie Śląska. Wtedy zapisywani byli pod nazwiskami VIEWEG, VIEHWEG, FIECHWEG... Ich pierwsze ślady odnajdujemy w Wielkopolsce, w czasach poprzedzających powstanie Wielkiego Xięstwa Poznańskiego (niem. Großherzogtum Posen) w ewangelickiej parafii Ostrów Wielkopolski. Kolejnymi etapami "wędrówki" potomków "pierwszych" VIWEGÓW stają się Kalisz, Zagórów, Rzgów, Godziesze Wielkie, Brzeźnio, Błaszki, Sieradz, a w końcu Łódź i Warszawa. Przez kilka miesięcy udało się odtworzyć wywód przodków sięgający 1750 roku. Zebrane materiały o tym rodzie świadczą, że z upływającym czasem asymilowali się z katolickim społeczeństwem przyjmując wiarę, a później spolszczając swoje nazwisko. Na portalu "Facebook.pl" założyłem stronę poświęconą temu rodowi, dzięki której udało się odnaleźć wielu współcześnie żyjących potomków XVIII wiecznych VIEWEG, VIEHWEG, WIECHWEG. Jednym z nich jest Jerzy Wojciech FIWEK urodzony w 1924 roku w Łodzi - polski reżyser i scenarzysta. Między nim, a moją żoną zachodzi pokrewieństwo 5 stopnia. Ich wspólnym przodkiem jest Jan FIWEK ur.13-12-1861 roku w Barczew (parafia Brzeźnio). Dla Jerzego Wojciecha był on dziadkiem, a dla mojej żony pradziadkiem.

1. Sty, 2015

Teraźniejszość...

I tak doszliśmy do teraźniejszości... Rok ten obfitował w "wysyp" tysięcy aktów na portalu genealogicznym "geneteka.genealodzy.pl" - moim ulubionym od lat. Powyższe umożliwiło mi na ruszenie niektórych linii moich poszukiwań z przysłowiowego "kopyta". Sukcesy pojawiły się w trochę już zamrożonym temacie TYKWIŃSKICH, znacząco posunęły się "odkrycia" związane z rodziną NAWROCKICH (nazwisko rodowe pierwszej żony mojego pradziadka Władysława, a babci Cioci Ireny z Jędrzejowa).

29. Kw, 2014

Zapisałem pierwszy 400-kartkowy notatnik A4. Czy kiedyś przeanalizuję dokładnie wszystko to co zapisałem? Część przeniosłem już do bazy komputerowej. Ale zostało jeszcze mnóstwo notatek będących projektami różnych monografii i biografii. Co mnie podkusiło spisywać to wszystko ręcznie? Nie wiem...

1. Sty, 2014

UMIASTOWSCY herbu Roch

Dzięki Cioci Irenie z Jędrzejowa dowiedziałem się, że rodzina TYKWIŃSKICH była bardzo mocno skoligacona z potomkami prastarego rodu UMIASTOWSKICH, których historię niektórzy badacze wywodzą do X wieku. Związek był faktycznie dosyć "mocny", bo aż trzykrotny. Przyrodni brat mojego dziadka, a jednocześnie ojciec Ireny - Zygmunt, ożenił się z panną wywodzącą się z tego rodu. Rodzony brat mojego dziadka - Czesław, żenił się dwukrotnie z kolejnymi siostrami żony Zygmunta. Poszukiwania przodków sióstr UMIASTOWSKICH zaprowadziły mnie przez XIX wieczną parafię Leszno i Kampinos, do XVIII i XVII wiecznych parafii Rokitno i Żbików. Bez konkretnych i 100% powiązań rodowych prześledziłem losy części praprzodków tego rodu, cofając się niemalże do okresu bitwy pod Grunwaldem... Ilość zebranych materiałów pozwoli na napisanie opasłego tomiska zawierającego część historii tego zacnego rodu.

23. Gru, 2013

Mozolna praca...

Dzień przed świętami mogłem powiedzieć, że wszystko co zebrałem w trakcie 7-letnich poszukiwań mam już uporządkowane i wprowadzone do komputerowej bazy danych. Tego dnia w bazie danych został zapisany 3 054 rekord. Oprócz typowych informacji "nazwiskowo-datowych", w bazie swoje miejsce znalazło ponad 1 500 metrykaliów (aktów urodzeń, ślubów, zgonów), ponad 700 zdjęć i kilkadziesiąt monografii osób i miejsc... Czy to dużo? - sam nie wiem... Jedna moja znajoma na niwie genealogicznej w swojej bazie ma informacje o ponad 20 000 tysiącach osób i prawie 10 000 różnego rodzaju dokumentów. Przy niej czułem się jak dyletant i "nierób"...

28. Gru, 2012

Komputeryzacja i jej walory...

Tego dnia stałem się posiadaczem profesjonalnego programu genealogicznego - mniejsza o nazwę... Dalsze docieranie do danych spisanych na kartkach było pracą karkołomną i pochłaniającą straszliwe ilości czasu - a tego miałem niestety co raz mniej, ponieważ przestałem być szczęśliwym "młodym" emerytem i powróciłem do pracy zawodowej. Mój "warsztat" pracy genealogicznej uległ całkowitej zmianie, a życie stało się przyjemniejsze. W chwili gdy zaczynałem przygodę z programem komputerowym, w swoich zbiorach miałem już informacje o ponad 3 000 osób. Pozostało jedynie wprowadzić te dane do bazy...

27. Gru, 2012

REMBIEWSCY - szukaj, a znajdziesz

Przez większość 2012 roku poszukiwałem informacji na temat przodków mojej prababci ze strony mamy - Eleonory z REMBIEWSKICH. Zaczynając swoje poszukiwania znałem tylko jej imię i miałem jedno zdjęcie z okresu przedwojennego... Oczywiście na swojej drodze natrafiłem na życzliwych ludzi, bo bez nich przecież nic by się nie obyło. Odnalazłem oczywiście pasjonatów genealogi noszących poszukiwane przeze mnie nazwisko, założycieli projektu "GENREMBIEWSKI". Dzięki nim uzyskałem wiele informacji o rodowodzie Rembiewskich. Nie potrafili powiązać mojej prababci ze swoimi przodkami, ale nakreślili mi kierunki poszukiwań. W przeciągu niecałego roku udało mi się odtworzyć prawie kompletne drzewo pięciu pokoleń jej przodków z wszelkimi możliwymi gałęziami bocznymi i szczątkowe kolejnych trzech pokoleń. Obecnie jestem z tej linii rodowej wymienić męskich przodków do (7x) pradziadka, czyli do 9 stopnia pokrewieństwa. Wśród moich przodków po kądzieli pojawiły się między innymi nazwiska takie jak: PAPROCKI, RADWAŃSKI, GIERYMSKI. MAŁAWSKI, BAŁUKA, KŁOSIEWICZ, KOZŁOWSKI i wiele innych, z nimi spokrewnionych i skoligaconych. W tym okresie wertowałem księgi kilkunastu mazowieckich parafii - między innymi: Gralewo, Joniec, Cieksyn, Krysk, Kaski, Kroczewo, Bednary i po raz kolejny Klukowo i Baboszewo.

5. Sty, 2011

Noworoczna niespodzianka...

Na początku 2011 roku wydarzyła się rzecz niesamowita, ale jednocześnie cudowna. Odnalazłem swoją wówczas 87-letnią krewną - ostatnią żyjącą osobę wywodzącą się z rodziny TYKWIŃSKICH. Była to córka przyrodniego brata mojego dziadka Mieczysława. Ta linia Tykwińskich była już na wstępie moich poszukiwań uznana za zakończoną. Uważałem, że cała rodzina zginęła tragicznie w dniu 8 VIII 1944 roku w czasie tzw. "rzezi na Woli", w trakcie której hitlerowcy wymordowali ponad 50 000 mieszkańców Woli. Dzięki cioci Irenie, bo tak miała na imię, mogłem szczegółowo odtworzyć losy tej części mojej rodziny. Była to historia tragiczna i niezwykle wzruszająca. Czytając spisane przez staruszkę ręcznie listy, miałem łzy w oczach. Dzięki przesłanym listom i rozmowom z Ciocią, dotykałem prawie namacalnie zdarzeń, których w polskich rodzinach z okresu okupacji niemieckiej było zapewne bardzo wiele, ale dla mnie były one czymś tak wstrząsającym, że do dnia dzisiejszego pamiętam każde napisane i wypowiedziane przez Irenę słowo. Nasza wzajemna korespondencja trwała do 2013 roku. Przez cały 2011 rok Tykwińscy z Jędrzejowa byli głównym tematem moich prac genealogicznych. Zebrane materiały i ich wymowa skłoniły mnie do napisania dosyć obszernej monografii tej części mojej rodziny... Myślę, że z czasem opublikuję ją również na tej stronie.

31. Gru, 2010

Projekt "RÓD TYKWIŃSKICH" ciąg dalszy

O Tykwińskich przez 10 miesięcy 2010 roku zebrałem jednak bardzo dużo informacji, co pozwoliło na odnalezienie wspólnych przodków dla wielu linii tego rodu. Pod koniec 2010 roku miałem kilka opasłych segregatorów z tablicami genealogicznymi Tykwińskich i skoligaconych z nimi rodzin... W tym roku zbadałem całą gałąź amerykańską TYKWIŃSKICH zapoczątkowaną w drugiej połowie XIX wieku. Prowadzone poszukiwania wykazały, że w USA współcześnie żyje mniej więcej tyle samo TYKWIŃSKICH, co w Polsce (około 250 osób). Udało się również dowieść bezpośredni związek rodzinny z Tykwińskimi z kujawsko-pomorskiego i Mazowsza...

23. Lu, 2010

Projekt "RÓD TYKWIŃSKICH" i "dreptanie w miejscu"...

Zacząłem szeroko zakrojone poszukiwania TYKWIŃSKICH. Tego dnia założyłem umownie nazwany "PROJEKT RÓD TYKWIŃSKICH". Poprzez działające w tamtym czasie portale społecznościowe i inne źródła internetowe wyszukiwałem współcześnie żyjących Tykwińskich. Z każdym odnalezionym nawiązywałem kontakt i zapraszałem do udziału w projekcie. Celem projektu było uzyskanie wiedzy na temat przodków współcześnie żyjących Tykwińskich i odnalezienie między nimi związków. Po pewnym czasie stwierdziłem, że jest to bardzo rzadkie nazwisko występujące głównie w trzech regionach Polski, a także w USA... W trakcie poszukiwań napotkałem tyle oboczności tego nazwiska, że tak właściwie straciłem wiarę w prawidłowość jego brzmienia. W tych samych rodzinach TYKWIŃSKICH potrafiły występować przeróżne odmiany nazwiska - TIKWINSKI, TYKFIŃSKI, TYKUŚCIŃSKI, TYKWAŃSKI, TIWIŃSKI... W zależności od zaboru w jakim pojawiała się dana rodzina, nazwisko pisano z polskimi znakami lub bez. Pewnego dnia natrafiłem na licznie rozkrzewioną rodzinę TYKLIŃSKICH. Po wcześniejszych doświadczeniach z wielkopolskich, kujawsko-pomorskich i mazowieckich parafii doszedłem do wniosku, że to mogą być przodkowie mojego dziadka. Zmarnowałem prawie 6 miesięcy na nic nie wnoszące do tematu poszukiwania. Okazało się, że Teklińscy są chybionym strzałem.

31. Gru, 2009

Hipoteka Warszawska

Cały grudzień 2009 roku spędziłem w warszawskiej HIPOTECE w archiwum ksiąg wieczystych. Tam właśnie odnalazłem 32 opasłe tomy dotyczące Dóbr Wielka Wola i Czyste (obecnie warszawska dzielnica Wola). Tam właśnie pod koniec XIX wieku osiedlił się mój prapradziadek Franciszek TYKWIŃSKI ze swoją rodziną. Hipoteka okazała się doskonałym źródłem genealogicznym., które pozwoliło mi na zebranie wielu istotnych informacji o rodzeństwie mojego dziadka Mieczysława TYKWIŃSKIEGO, zarówno o tych z pierwszego, jak i drugiego małżeństwa jego ojca Władysława. Ponadto, zebrałem informacje na temat nieruchomości moich przodków, która była ich własności w latach 1894-1945.

30. Lis, 2009

Poszukiwania u Mormonów

Prawie cały 2009 rok spędziłem w czytelni mikrofilmów Centrum Historii Rodziny (Warszawa ul. Wolska 142, Kościół Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich), które korzystało z zasobu archiwalnego mikrofilmów pochodzącego z The Genealogical Society of Utah z Salt Lake City w stanie Utah. Chyba każdy genealog miał styczność z tą instytucją. W CHR bywałem średnio 3 razy w tygodniu, co rocznie dało wynik prawie 150 wizyt. Był to okres, w którym prowadziłem również poszukiwania na zlecenie innych osób, tak więc nie tylko dla siebie prowadziłem poszukiwania. Dla potrzeb swojej genealogii szukałem głównie nazwiska TYKWIŃSKI w kilku mazowieckich i jednej kujawsko-pomorskiej parafii. Moim tematem przewodnim w tamtym okresie były mazowieckie parafia Klukowo, Winnica, Gzy, Szyszki, Zielona Ciechanowska, Pałuki, Sońsk, Baboszewo, a z parafii kujawsko-pomorskich głównie Gruczno. W tym okresie odniosłem wiele sukcesów poszukiwawczych, ale niestety odnośnie moich bezpośrednich przodków po kądzieli zatrzymałem się na moim pradziadku Władysławie i roku 1868...

2. Lip, 2009

Warsztat pracy

Pomimo tego, że od wielu, wielu lat korzystałem z dobrodziejstwa komputera, jakoś nie mogłem się przekonać do założenia komputerowej bazy danych. Zebrane informacje zapisywałem na setkach luźnych kartek i przechowywałem je w tematycznie podzielonych segregatorach A4, których w 2009 roku było już 6 sztuk, a każdy ważył ładnych parę kilo... W dniu 2 VII 2009 roku założyłem swój pierwszy, 400 kartkowy zeszyt A4, w którym zapisywałem chronologicznie wszystkie odnalezione informacje. Komputerowo tworzyłem tylko tzw. katalogi indeksowe, w których numerowałem i opisywałem wszelakie zdjęcia i dokumenty.

31. Gru, 2008

Żmudne poszukiwania Bylczyńskich...

O rodzie Bylczyńskich zebrałem to co mogłem. Przeczesałem Internet, wszystkie herbarze i inne możliwe do odnalezienia źródła. Wiedziałem jakim pieczętowali się herbem, znałem legendę herbową, wiedziałem gdzie było ich gniazdo rodowe, kto był protoplastą tego rodu... Nawiązałem nawet kontakt z Panem Maciejem DĘBORÓG-BYLCZYŃSKIM - pasjonatem genealogii, literatem i badaczem rodu, którego nazwisko nosi. Nasze kontakty były bardzo owocne - od Pana Macieja otrzymałem bardzo wiele materiałów o różnych liniach i gałęziach tego rodu, a także zapewnienie, że wszyscy Bylczyńscy wywodzą się z tego samego pnia rodowego. Materiałów przeróżnej wartości i treści zebrałem naprawdę dużo, ale w dalszym ciągu nie mogłem powiązać tego wszystkiego z Adamem Bylczyńskim - moim pradziadkiem. Na temat mojego nazwiska rodowego absolutna posucha... nic i nigdzie...

31. Gru, 2007

Wino i genealogia mają swoje dobre roczniki...

Jak żył mój ojciec nie dociekałem jak prawidłowo brzmi nazwisko rodowe jego matki. Z aktu urodzenia mojego taty wynikało, że nazywa się BOLCZYŃSKA. Kontaktowałem się z rodziną z Białorusi. Uzyskałem wiele informacji o współcześnie żyjących potomkach rodzeństwa mojego ojca oraz garść danych i kilka zdjęć. Jeden z potomków siostry mojego ojca - Aleksander OBUCHOWICZ narysował mi odręcznie wywód swoich przodków i opisał ich potomków. Okazało się również, że moja babcia nosiła nazwisko BYLCZYŃSKA, a nie BOLCZYŃSKA. To nazwisko występowało również wśród jego przodków Obuchowiczów. Dowiedziałem się również, że babcia wywodziła się z szlacheckiego rodu zamieszkałego kiedyś w Bylczycach, a później w Tołoczkach i innych okolicach. Uzyskałem również bardzo cenny dla mnie urzędowy (rosyjski) akt zgonu mojej babci Ewy zd. BYLCZYŃSKA. Dzieki niemu poznałem imiona swoich pradziadków. Tak powstało kilka drzewek uzupełnionych zdjęciami. Miałem już jakiś punkt zaczepienia...

31. Gru, 2006

Wertowanie albumów...

do końca 2006 roku uporządkowałem wszystkie zdjęcia rodzinne i dokumenty po swoich rodzicach i dziadkach. Wszystko zeskanowałem, skatalogowałem i opisałem w podręcznych bazach. Wtedy jeszcze nie miałem profesjonalnego programu genealogicznego, więc wszystko było raczej średnio zorganizowaną "partyzantką". Okazało się, że zebrało się tego dosyć dużo. Po mojej babci Halinie i dziadku Mieczysławie zostało sporo różnych dokumentów, na podstawie których mogłem w zasadzie odtworzyć historię ich życia. Podobne archiwum zostało po mojej mamie. Po tacie zostało niewiele dokumentów i trochę zdjęć z różnych okresów jego życia. Nawiązałem kontakty z rodziną z Białorusi - obiecali mi pomóc...

7. Lip, 2006

Trudne początki...

Moje pierwsze nieśmiałe zetknięcie z genealogią. Narysowałem pierwsze drzewka swoich przodków po mieczu i po kądzieli. Pierwsze z nich było bardzo... hymmm... "mało rozbudowane" - ja, moi rodzice i dziadkowie. Z ważnych dat, tylko te dotyczące mnie i mojego ojca... Drzewko moich przodków po kądzieli też nie wyglądało lepiej. Różnica polegała na tym, że znałem daty dotyczące urodzin i śmierci moich dziadków.

1965 rok

1967 rok

1971 rok

1982 rok

jakiś czas temu...

Właścicielem praw autorskich do tekstów, zdjęć i innych opracowań genealogicznych znajdujących się na stronie gencypla.pl jest autor tej strony. Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim jakiekolwiek kopiowanie i rozpowszechnianie zamieszczonych tu treści i zdjęć bez zgody właściciela będzie traktowane jako naruszenie praw autorskich.