Przez pierwsze cztery dekady swojego życia nie byłem zainteresowany historią moich przodków. Wiedza o rodzinie zaczynała się na rodzicach, a kończyła na dziadkach i to też nie do końca... Wiedza o nich zamykała się w imionach i kilku nic dla mnie nie znaczących datach. Rodzinę swojego ojca poznałem jako dorosły człowiek, który już sam miał własną rodzinę. Co było tego powodem? Być może odległość... Zarówno mój ojciec, jak i jego cała rodzina pochodzili z Grodna i jego okolic, czyli z obecnej Białorusi. Historia moich przodków po mieczu rozgrywała się w okolicach szlacheckich Bylczyce, Tołoczki, Ejsmonty, Obuchowicze i większych lub pomniejszych miasteczkach, wsiach i okolicach Grodzienszczyzny, takich jak Kotra, Skidel, Zapole, Kozłowicze, Swisłocz, Grodno... 

Nazwiska w tej rodzinie jakby żywcem wyjęte z Nad Niemnem Elizy Orzeszkowej - Ejsmontowie herbu Korab, Cydzikowie herbu Prawdzic, Bylczyńscy herbu Dęboróg, Tołoczkowie herbu Pobóg, Obuchowicze herbu Jasieńczyk (choć nie tylko), Hryncewiczowie i Łozowiccy herbu Lubicz, Sipowiczowie herbu Lis, Jurowscy herbu Przyjaciel...  Wszyscy oni prawie
z dnia na dzień stali się obywatelami obcego państwa. Każdy z nich coś poświęcił, coś utracił lub musiał dokonać wyboru decydującego o dalszym życiu. Wertując różnego rodzaju strony internetowe związane z historią grodzieńszczyzny  i jej mieszkańców odnalazłem artykuł Anny Lewkowskiej pt.: „Ci, którzy zostali.  Polacy na Białorusi”, spisany podczas prac dokumentacyjnych zabytkowych cmentarzy Białorusi. Pozwolę sobie przytoczyć znaczący fragment, ponieważ moim zdaniem oddaje on kwintesencję losów wielu polskich rodzin zamieszkałych na obszarze obecnej Białorusi, w tym również mojej najbliższej rodziny…Starzy, gdy widzą samochód z Polski - przystają. Gdy słyszą polską mowę - płaczą. Gdy z nimi porozmawiasz - potraktują cię jak rodzinę. Zostali, bo nie pozwolono im wyjechać, zostali,
bo matka była chora, zostali, bo ziemia i dom, bo brat, bo dzieci, bo wszystko razem. Oni przecież nigdzie nie emigrowali, byli tu zawsze i tylko pewnego dnia Polska odeszła z tego miejsca.
Najpierw wierzyli, że wróci, że to przecież niemożliwe, żeby kraj tak odszedł, odjechał jak bryczka i zostawił ich w kurzu na drodze. Więc myśleli, że to tylko na chwilę, że jeszcze miesiąc, no może dwa...Potem mijały lata. Zabrano im ziemię, zabrano polski paszport, zabrano kościół. Do opuszczonych po wojennej zawierusze domów przywieziono obcych. Zamiast Europy przyjechała Azja. Zamiast Andersa na białym koniu nadeszły kołchozy i strach. Strach się odezwać, strach iść na rodzinne groby, strach dostać list z zagranicy. Dobrze, jeśli w miasteczku czy wsi zostało kilku Polaków. Wśród swoich zawsze raźniej, a i poszeptać po chałupach wieczorami było można.. Ale bywało i tak, że matka umarła, dzieci do miast lub gdzieśw Rosję wyjechały i zostawał człowiek sam jak palec, na swojej ziemi, a obcy. Wodę ze swojej studni czerpiesz, a ta woda państwowa. Krowę na swoją łąkę wyprowadzisz, a ta łąka już nie twoja tylko państwowa. Myślałeś, że coś w życiu masz,  czegoś się dorobiłeś, zasadziłeś jakieś drzewa, ziemię i konia kupiłeś, a tu nagle wszystko nie twoje. I nic nie masz, choć podobno wszystko masz, tyle że do spółki z innymi. Trudno było zrozumieć - opowiadają. A już najgorzej było, jak kościoły niszczyć zaczęli.” 

Mój ród ponoć szlachecki, wywodzący się z herbu Kościesza, ale czy to jest ważne? Moim zdaniem w genealogii nie chodzi o wyszukiwanie „szlacheckich" korzeni, tylko o powracanie naszych przodków do życia - chociażby w naszej pamięci i na papierze, ponieważ „wieczność umarłych dotąd trwa, dokąd pamięcią się im płaci”. Czy pamięć o przodkach to tylko świeczka zapalona na cmentarzu i cicha modlitwa wyszeptana raz na jakiś czas? Czym jest ludzka pamięć i jak długo pozostają w niej ślady naszych przodków? Czy wystarczy pamiętać tylko swoich rodziców, rodzeństwo, dziadków? A czy Ci, z których się wywodzimy – nasi pradziadowie, nie są już warci pamiętania? Jedna z moich krewnych (prawie 90-letnia kobieta) stwierdziła, że pisanie o zmarłych, dociekanie ich historii to rozdrapywanie ledwie zabliźnionych ran. Może to i prawda, ale dla kolejnych pokoleń, które przyjdą po nas,  nie będą to już „rozdrapywane rany”, a tylko historia pokazująca skąd pochodzimy i kim jesteśmy. Owszem, nie mówienie, czy też nie pisanie o naszych zmarłych pozwoli na zabliźnienie ran, ale doprowadzi też do tego, że pewnego dnia rany całkowicie zaschną… Kim wtedy staną się nasi przodkowie? Co najwyżej niemym imieniem na nagrobnej płycie i datą która nic nam już nie mówi. Pozwólmy, aby Ci, którzy „są już ziemią, wstali grudka po grudce, garstka obok garstki”, pozwólmy, aby „wychodząc z przemilczenia wrócili do imion”… Spisując historię swoich przodków oraz krewnych i powinowatych uznałem, że przetrwają tylko na papierze, ponieważ pamięć ludzka to „chwiejna waluta i nie ma dnia, by ktoś wieczności swej nie tracił…

Opisując historię rodu, którego nazwisko noszę, postaram się wyjaśnić to, co jeszcze nie tak dawno temu było dla mnie czymś zupełnie nieznanym. Opowiem o nazwisku, pochodzeniu, herbie i o ludziach, których nigdy nie poznałem, ale mam w sobie ich cząstkę. Przy obecnie panującym jazgocie codzienności, przy wszechobecnym pędzie za wszystkim co materialne zapominamy, że „śmierć nie jest kresem naszego istnienia – żyjemy w naszych dzieciach i następnych pokoleniach. Albowiem oni to dalej my, a nasze ciała to tylko zwiędłe liście na drzewie życia.” Jaką wiedzę tajemną przekażemy o naszych przodkach, a jakie epizody z naszego życia, przetrwają w ustnych przekazach lub zmienią się w rodzinne mity i legendy dla przyszłych pokoleń? W swojej opowieści postaram się zachować obiektywizm, unikając niedopowiedzeń, konfabulacji i innego rodzaju ubarwień...

MITY I LEGENDY

Każdego dnia – jeśli się dobrze wsłuchać,  napotykamy echa przeszłości, która dla naszych przodków była dniem codziennym. Obcując z naszymi rodzicami, dziadkami i innymi krewnymi czasami choćby przypadkiem usłyszymy lub nawet zobaczymy jakieś okruchy minionych lat i wydarzeń, które miały w nich miejsce. Czasami są to  rodzinne mity i legendy, przekazywane z pokolenia na pokolenie, często bezkrytycznie. Czasami są to fakty z życia ludzi, którzy już odeszli w materialny niebyt. Tylko od nas zależy jakie wnioski z tego wyciągniemy i co dla nas stanie się prawdą, legendą, a co mitem. Od nas samych zależy co niematerialnego przekażemy naszym potomkom. Być może będą to fakty lub tylko mity i legendy, a być może jedno i drugie. Część tej opowieści oparta będzie na faktach i twardych dowodach,  a część na mitach i legendach dzięki, którym sucha relacja nabierze kolorytu  i magicznego blasku minionych epok. Pewne zapisy historyczne, które początkowo zaszufladkowałem jako mity i legendy wywodzą moich praprzodków z herbu Kościesza, a z kolei ich protoplastów wiążą z rodem wywodzącym się od kniaziów smoleńskich…

Herb Kościesza...

 

 

"Strzegomya in campo rubeo sagittam albam, ad finem in duas partes retortam,
cruce circa retorsionem ornatam, defert Genus Polonicum, quod autem episcopum Wratislauiensem, nomine Magnum, apud Nissam occidit; propter illud scelus multiplicacionem in suo germine non suscepit."

Jan Długosz,
Insignia seu clenodia regis et regni Poloniae.

 

 

Kasper Niesecki w taki oto sposób przedstawia legendę herbową: „herb ten powiadają miał być nadany od Bolesława Śmiałego króla polskiego w roku 1072, gdy bowiem pod Snowskiem żwawej bitwie rycerz, Kościesza nazwany, mężnie i długo się z nieprzyjacielem potykał, wiele też ran w ciele swoim z tej okazyji wyniósł. Widział to Bolesław, a osobliwie strzałę w ciele jego utkwioną rozdartą i miecz w ręku, znacznie albo złamany, albo otłuczony, dlatego na pamiątkę jego odwagi, hojny na kawalerskich ludzi monarcha, tęż mu samą strzałę i miecz przez nię, niby na krzyż złożony, w herbie nadał, który potem Kościeszą od imienia tego rycerza nazwany, luboć go zowią drudzy inaczej: Strzegomia.” 

Za czasów zaboru rosyjskiego w heroldii cesarskiej w związku z nazwiskiem Cypla nie odnotowano faktu pozytywnego wylegitymowania szlachectwa , co nie jest specjalnie dziwne, ponieważ wiele szlacheckich rodów w tym okresie utraciło zupełnie swoją rangę. Wielkie rzesze polskiej szlachty znalazły się w granicach carskiej Rosji, a tam panowały zupełnie inne prawa. Pierwsze żądania przedstawienia dowodów legitymacyjnych miały miejsce już w 1800 roku. Żądanie było niemożliwe do spełnienia dla większości szlachty drobnej, która w rezultacie działań zaborcy w  większości została zapisana do stanu włościańskiego. O szlachectwie niejednej rodziny mogły jedynie świadczyć metryki kościelne i oświadczenia składane przez sąsiadów – innych szlachciców. Władze carskie wymagały jednak przedstawienia dowodów, że przodkowie ich oprócz ziemi posiadali również poddanych. W przypadku drobnej szlachty zaściankowej było to niemożliwe do wykonania. Kolejny ukaz carski z dnia 24 V 1818 roku powodował wykreślenie z ksiąg wywodowych szlachty, która uzyskała potwierdzenie jedynie na podstawie metryk chrztu i świadectwa osób prywatnych – tego rodzaju szlachta w konsekwencji utraciła swoje prawa stanowe. Z tego właśnie powodu w herbarzach wydawanych w XIX i na początku XX wieku wiele nazwisk szlacheckich zostaje pominiętych. Ukaz carski z 19 XI 1831 roku narzucał potwierdzenie szlachectwa przez Heroldię Senatu Rządzącego w Petersburgu. Na początku lat 60-tych XIX wieku ponad 200 000 przedstawicieli szlachty nie było w stanie udowodnić swoich praw szlacheckich. Ukaz carski z spośród całej dawnej szlachty polskiej wyodrębnił dworian, odnodworców i grażdan. Do pierwszej grupy zaliczono posesjonatów posiadających pełnię praw przysługujących stanowi oraz nieliczną wylegitymowaną szlachtę drobną, która nie brała udziału w powstaniu listopadowym.  Do drugiej i trzeciej grupy zaliczono niewylegitymowaną szlachtę wiejską i miejską. Całe rzesze zubożałej szlachty bezrolnej zaliczono do stanu chłopskiego. Jednodworcy (odnodworcy) w zasadzie niczym nie różnili się od chłopstwa – tego rodzaju deklasacja oznaczała utratę wolności osobistej, konieczność opłacania niczym chłopstwo podatków, niemożność korzystania z dobrodziejstw znanego z łagodności sądownictwa szlacheckiego, obowiązek długoletniej służby wojskowej oraz zakaz dostępu do szkolnictwa i możliwości społecznego awansu. W IV księdze „Pana Tadeusza" Adama Mickiewicza, odnajdujemy echa tego zjawiska: 

...pytać u mnie o patenta
Kiedym został szlachcicem? Sam Bóg to pamięta!
Niechaj Moskal w las idzie pytać się dębiny,
Kto jej dał patent rosnąć nad wszystkie krzewiny.

W carskiej Rosji szlachta polska i litewska była niepewnym i niebezpiecznym elementem, ze strony którego ustawicznie zagrażały zrywy patriotyczne mające na celu odbudowę Rzeczypospolitej. Dlatego też przyznawanie pełni praw było dla władz Cesarstwa rzeczą niekorzystną i niechętnie dawaną.

Korzenie szlacheckie mojego rodu zostały pocięte rolniczym sierpem już wieki temu. Faktem jest jednak, że moi praprzodkowie wywodzili się ze szlachty o czym mogą świadczyć chociażby zapisy w XVIII/XIX wiecznych aktach metrykalnych związanych z ich narodzinami, ślubami lub śmiercią. Wymieniani tam są jako Generosus Dominus (Urodzony Pan). Był to jeden z tytułów przypisany do polskiej szlachty będącej bezpośrednimi lennikami korony. Wyższą godnością było Magnificus Dominus (szlachta obdarzona godnością ziemską, dawnego dworu książęcego), a niższą Nobilis Dominus (szlachta niebędąca bezpośrednimi lennikami monarchy bądź egzekwująca prawa pańskie tylko na częściach wsi). Pewne dokumenty świadczą również o tym, że w latach 30-tych XIX wieku podejmowali próby wylegitymowania szlachectwa lecz wynik tych działań był negatywny…

O moim nazwisku wspomina się tylko w jednym z licznych herbarzy (Tadeusz Gail,  "Herby szlacheckie Rzeczypospolitej Obojga Narodów"). W pozostałych kanonach literatury heraldycznej takich jak Niesiecki, Boniecki, Paprocki nazwisko nie jest wymieniane przy wspomnianym herbie...

Kniaziowie smoleńscy

W wielu rosyjskich źródłach (i nie tylko rosyjskich) opisuje się stary dworski ród Монастырёвых (Monastyrskich) kniaziów smoleńskich, wywodzących się w 19 pokoleniu od Рюрика założyciela państwa ruskiego (Rusi Nowogrodzkiej), przodka Rurykowiczów – kniaziów i carów (Iwana IV Groźnego i Fiodora I Iwanowicza), którzy panowali w Rosji do 1598 roku. Monastyrscy byli z kolei protoplastami dla familii dworskiej Цыплятевы. W źródłach historycznych wymienia się kniazia smoleńskiego Aleksandra Jurewicza Monastyrewa. Jego najmłodszym synem był Wasylij Aleksandrowicz, który miał minimum czterech synów. Każdy z nich nosił inne nazwanie (przydomek). Najstarszy Wasilij Wasiljewicz nosił przydomek Blin, drugi syn – Dimitrij Wasiljewicz nosił przydomek Cypla (Цыпля); trzeci syn Dawid Wasiljewicz pozostał przy nazwaniu Monastyrew (Монастырeв), a czwarty syn – Roman Wasiljewicz przydomek Musorga. Z przyczyn wiadomych interesuje nas tylko jeden z synów Wasylija Aleksandrowicza - Dimitrij Wasiljewicz Cypla (zmarł około 1447 roku). Na pewno miał dwóch synów – obydwaj nosili za młodu przydomek Цыплятев (synowie kurczaka – kurczaczki). Pierwszy z nich to Andrej Dymitrowicz, a drugi to Iwan Dymitrowicz (Иван Дмитриевич Цыплa). Andrej Dymitrowicz miał syna Michaila, a ten syna Jakowa Michajłowicza. Michaił był pierwszym dowódca pułku gwardii w czasie pochodu na Litwę w 1519 roku. Jego syn Jakow był nadwornym cara Iwana IV Groźnego. W 1550 roku w czasie kazańskiego zimowego marszu on i jego stryjeczny brat Andrzej Semionowicz zginęli. Linia wywodząca się od Andreja Dymitrowicza została zakończona bezpotomnie. Iwan Dymitrowicz zmarł około 1483 roku – do 1475 roku był diakiem u kniazia Михаила Верейского. Miał syna Elizara Iwanowicza, który w latach 1506-1533 był diakiem przy Wielkim księciu Moskiewskim Wasylu III, a później przy Iwanie IV Groźnym. Uczestniczył w licznych poselstwach. W 1510 roku doprowadził w Pskowie do złożenia przysięgi na wierność Wasylowi III Rurykowiczowi. W latach 1513-1514 był w przybocznym orszaku Księcia w czasie pochodu Smoleńskiego. W 1514 roku występował jako główny rozmówca z ambasadorem tureckim Kamalem. W 1526 roku był z poselstwem na Litwie i u króla polskiego Zygmunta I. W tym samym roku wymieniany jest na ślubie Wasyla III i Eleny Glinskej. W 1533 roku wymieniany jest jako członek rady po śmierci Wasyla III. Do 1542 roku pozostaje jako sekretarz przy jeszcze wtedy nieletnim Iwanie IV. Od tego czasu na dwór wprowadza swojego syna Iwana. Elizar Iwanowicz Cyplatew umiera prawdopodobnie około 1546 roku. Jego syn już na stałe zajmuje jego miejsce i staje się sekretarzem młodego Księcia, a następnie cara, przy którym był prawdopodobnie do 1569 roku.

O Cyplatewach to nie koniec opowieści…w Carycynie, na karty historii zapisał się pułkownik Eremij Cyplatew (1735-1797) – komendant obrony miasta przed najazdem Pugaczowa. W 1774. Eremij (Jeremiasz?) miał potomka męskiego – Iwana Eremiewicza, który był pierwszym wice gubernatorem Carycyna (obecnie Wołgograd). Być może przodkiem tych Cyplatewów był wyżej opisany Elizar Iwanowicz…

W jednym z rosyjskojęzycznych źródeł odnalazłem informację, że Iwan Elizarowicz Cyplatew, syn Elizara Iwanowicza zostaje mnichem – nie jest wiadome czy wcześnie miał jakiś potomków. Źródła podają także informację, że do rodziny Cyplatewów należał Елизарово Раменье nadane jeszcze ojcu Iwana. Obecnie Дмитриевское, с. Дмитриевского с/с Череповецкого р-на. Iwan Elizarowicz Cyplatew (Cypla) zmarł prawdopodobnie około 1584 roku.

FAKTY

W poważnych źródłach historycznych od XVI do XVIII wieku można odnaleźć pewne ślady wystąpień przedmiotowego nazwiska. Biorąc pod uwagę jego unikatowość, można z wielkim prawdopodobieństwem przyjąć, że każde takie wystąpienie będzie mieć istotny związek z moimi przodkami. 

Iwan Cypla

Iwan (Jan) Cypla – w drugiej połowie XVI wieku posiadał część obrębu miejskiego Chodorowo (Kochanowo), które otrzymał jako zastaw za dług zaciągnięty przez Urszulę Nieprzecką, córkę Andrzeja (ciwuna i horodniczego trockiego). W 1581 roku król Stefan Batory zniósł ten dług, a cześć Chodorowa została przekazana wdowie po Andrzeju Biesiekierskim. Jako, że źródło tej informacji nie należało do nazbyt wiarygodnych potraktowałem powyższe znalezisko jako ciekawostkę i zaszufladkowałem do działu mity i legendy. Po pewnym czasie stwierdziłem, że informacje te opierały się jednak na wiarygodnych źródłach historycznych. Chodorowo (Kochanowo) istniało w rzeczywistości i wymienione było w „Regestrze pomiary włócznej starostwa grodzieńskiego, dokonanej w latach 1558–63 przez Sebastjana Dybowskiego, sprawcę starostwa grodzieńskiego, i Ławryna Wojnę, dworzanina J. K. M."  jako wieś, włość horodnicka. Właścicielem Kochanowa był szlachcic rodem z Podlasia –  Andrzej Nieprzecki (Nieprecki) ciwun, a następnie horodniczy trocki. Około 1541 roku ożenił się z księżna Anna Lubecką, a dobra Kochanowo zostały zapewne wniesione jako wiano. Ich wspólne pożycie trwało dosyć krótko i zakończyło się unieważnieniem małżeństwa – w 1544 roku konsystorz janowski ustalił, iż Andrzej Nieprzecki był już wcześniej w legalnym związku z mieszczką lwowską Katarzyną Duchnianką. Wspomniana Urszula Nieprzecka była jedyną córką z unieważnionego związku.

W źródłach historycznych odnajdujemy także informację o Iwanie Cypla, który  od 5 V 1579 roku do 4 X 1580 roku sprawował urząd podstarościego sądowego grodzieńskiego (namiestnik starościński). Iwan zmarł 29 VI 1582 roku. Źródłem dla tego zapisu było Narodowe Archiwum Historyczne Białorusi w Mińsku (fond 1755, inw. 1, nr 8, k.98, k.189, k.419v).  To zapewne ten sam Iwan, który trzymał zastaw na Kochanowie. Czy postać ta jest również tożsama z Iwanem Elizarowiczem Cyplatewem (Cypla), potomkiem kniaziów smoleńskich?  Czas jest zbliżony – zapisy dotyczą 1581 roku, czyli okresu w którym Iwan Elizarowicz jeszcze żył. Nie zgadza się obszar – ale przecież w materiale nie zapisano, że Iwan pochodził z okolic Chodorowo, a tylko miał należności na tych gruntach. Zbliżone do siebie są również daty ich śmierci – być może to jedna i ta sama osoba… W tym miejscu należy wyjaśnić gdzie leżało rzeczone Chodorowo (Kochanowo), ponieważ będzie to dosyć ważne w dalszej części opowieści. Odnajdujemy je na prawym brzegu Niemna zaledwie kilka kilometrów od Grodna, na wprost wsi Pohorany leżącej na lewym brzegu. Nieopodal Kozłowicze, Kaszubińce, Kotra, Zapole – miejsca, z którymi nierozerwalnie związana będzie historia rodu Cypla…

Apolonia Tołoczkowa Cyplanka

W aktach Sądu Ziemskiego Grodzieńskiego odnajdujemy dokument datowany na 16 I 1615 roku związany ze skargą Jakuba Andrejewicza Eysymonta przeciwko Bartłomiejowi Stanisławowiczowi Tołoczko o to, że tenże w październiku 1614 roku dokonał wraz ze swoimi uzbrojonymi poddanymi i rodziną napaści na dobra we wsi Toboła niedaleko okolicy Ejsymonty, powodując ciężkie pobicie pozywającego i liczne straty materialne. Rzeczony Tołoczko przyczynił się ponoć również do śmierci Andrzeja Eysymonta – ojca Jakuba. Bartłomiej Tołoczko swoje dobra posiadał w okolicy Korczyki. Przed sądem reprezentował go jego poddany Ławryn Trzeciak. Najbardziej interesującą postacią w tym dokumencie jest jednak żona pozwanego Tołoczki – Apolonia Cyplanka, zapisana jako Полоня Цыплянка. W XVI wiecznych zapisach tak przedstawioną formę nazwiska można odczytać jako de domo Cypla. Istotne jest również skąd pochodziła rodzina Tołoczko – okolica Korczyki leżała w odległości około 19 km od Grodna, a więc około 9 km od Kochanowa (Chodorowa), gdzie przed 1581 rokiem wymieniany był Iwan Cypla. Być może Apolonia był krewną Iwana, a może nawet jego córką… 

Mąż Apoloni – Bartłomiej Tołoczko, wymieniany był  w źródłach już w październiku 1592 roku, kiedy to występował jako przedstawiciel Sokoła Woyny (starosty) w sporze z tatarskim kniaziem Sejtowiczem. Prawdopodobnie już wtedy był żonaty, a to jeszcze bardziej przybliża nas do czasów współczesnych Iwanowi Cypla.

Cypla w rejestrach podymnego z 1690 i 1775 roku

W rejestrach podymnego z 1690 roku w parafii Jeziory wymienia się Kotrę, Kotrę Nieścierowicze oraz Kotrę Chocianowicze. Były to zapewne działy tej samej wsi należące do różnych właścicieli. Znaczna część Kotry należała do jurysdyki księży jezuitów. Wśród płacących za swoje dymy wymienia się także Mikołaja Wołkowyckiego i Leona Maliszewskiego. W Kotrze Chocianowiczach za swój dym płaci Hieronim Branicki. Najistotniejsza dla dalszej opowieści jest jednak Kotra Nieścierowicze (Nestorowicze), gdzie za swoje dymy płacą Hrehory Strzałkowski, Michał i Konstanty Stawiccy, a z nimi Maciej Płoński oraz nie wymieniony z imienia „Pan Cypla i Siemaszko”.  Uzyskana informacja wnosi tylko tyle, że w 1690 roku w województwie trockim w parafii jezierskiej  istniał jakiś bliżej nieokreślony Cypla, który podymne płacił za siebie i prawdopodobnie za swojego krewnego lub poddanego zwanego Siemaszko. Jednak niecałe 100 lat później nazwisko Cypla w Kotrze dalej występuje –
z tego właśnie miejsca wywodzą się moi przodkowie po mieczu, tworzący linię rodową umownie nazwaną kotrzańską…

W rejestrze podymnego z 1775 roku  wymieniony jest JP. Aleksander Cypla, jako płacący za 1 dym w okolicy Kotra alias Nestorowicze

Z tej samej okolicy za swoje dymy płacą Franciszek Branicki (zapewne potomek wymienianego w 1690 roku Hieronima), Stefan Obuchowski, Stanisław Siemaszko, Felicjan i Kazimierz Strzałkowscy za dwa dymy oraz Wiktoria Strzałkowska z Tomaszem Klimowiczem wspólnie za jeden dym. 

Wymieniony w spisie Aleksander Cypla, to bez wątpienia mój przodek. W 1775 roku był jeszcze kawalerem...

Antoni Cypla w popise szlachty grodzieńskiej z 1765 roku

Dokładnie 10 lat przed spisem podymnego odbył się popis szlachty grodzieńskiej: Roku tysiąc siedemset sześćdziesiąt piątego, miesiąca Oktobra piątego dnia. Coram actis grodu Grodzieńskiego comparendo personaliter imć pan Jan Kulikowski – dworzanin wielm. Imci pana Eysmąta – chorążego powiatu Grodzieńskiego, regestr popisu prześwietnego p-tu Grodzieńskiego ad acta xiąg grodzkich Grodzieńskich podał de tenore sequenti.Invirtite prawa pospolitego novellae legis, po wydanych odemnie uniwersałach, popis czterodniowy odprawiwszy w regestr obywatelów p-tu Grodzień., possesye swoie maiących, inserowałem. Z okolicy Kotra wymieniani są: Imć pan Jerzy Jotkowski na koniu siwym, z szablą y pistoletami. Imć pan Franciszek Bylczyński na koniu karym, z szablą. Imć p. Felicyan Strzałkowski na koniu cisawym, z szablą. Imć pan Stanisław Siemaszko na koniu strokatym, z szablą y pistoletami. Imć pan Jan Bylczyński na koniu gniadym, z szablą y pistoletami. Imć pan Felicyan Bylczyński na koniu siwym, z szablą. Imć p. Bogusław Obuchowski na koniu cisawym, z szablą. Imć pan Jan Antuszewicz na koniu gniadym, z szablą. Imć pan Franciszek Skurat Kotrzański na koniu karym, z szablą. Imć pan Jakub Kotrzański na koniu karym, z szablą. Imć pan Jerzy Cichowski na koniu białym, z szablą. Imć pan Stefan Liniewicz – ienerał iego królewskiey mości, na koniu gniadym, z szablą. Imć pan Franciszek Branicki na koniu cisawym, z szablą y pistoletami. Imć pan Mateusz Strzałkowski z szablą, pieszy. Imć pan Kazimierz Strzałkowski, sirota, bez broni, pieszy. Imć pan Kazimierz Bohatyrewicz na koniu myszatym, z szablą. Imć pan Jan Bohatyrewicz z szablą, pieszy. Imć pan Józef Żukiewicz z szablą, pieszy. Imć pan Konstanty Strzałkowski z karabinem, pieszy. Imć pan Andrzey Huszcza z szablą, pieszy. Imć pan Stanisław Huszcza pieszy, bez broni. W Bogu przewielebne ichmć panny bernardynki konwentu Grodzieńskiego, stawili dwóch pocztów y towarzysza iednego imci pana Jakuba Andrzeiewskiego na koniu gniadym, drugiego imci pana Marcina Klukowskiego na koniu szpakowatym w poczet, w iednym koniu karym, drugiego płowy, we wszelkim moderunku, iak do woyny. Imć pan Wawrzyniec Staniewski, z maiętności Staniewicz y Hołowacz za imci pana Józefa Staniewskiego – regenta trybunalnego głównego w. x. Lit., na koniu kasztanowatym, w należytym porządku, iak do woyny. Popis wymienia także innych szlachciców z Kotry w parafii jezierskiej: imć pan Kazimierz Olizarowicz z Kulbak, parafii Grodzieńskiey y Kotry parafii Jezierskiey na koniu gniadym, z szablą y pisłotetami; Imć pan Stefan Obuchowski z Baranowa Obuchowicz, Chlistowicz Kotry parafii Indurskiey, Kwasowskiey y Jezierskiey na koniu gniadym, ze wszelkim moderunkiem; Imć pan Wiktory Strzałkowski, z Kotry par. Jezierskiey, na koniu gniadym, z szablą; pan Michał Wolkowycki – sędzia ziemski Grodzieński z Putryszek, Kotry, par. Jezierskiey, na koniu gniadym, ze wszelkim moderunkiem; imć pan Jan Wołkowycki – stolnik Grodzieński na koniu karogniadym, ze wszełkim moderunkiem do woyny; imć pan Antoni Wołkowycki, z tey że Kotry y Hołowacz par. Jezierskiey na koniu gniadym ze wszelkim porządku; mć pan Józef Wołkowycki na koniu bułanym ze wszelkim moderunkiem z Kotry, par. Jezierskiey; Imć pan Stefan Wolkowycki na koniu karogniadym ze wszelkim moderunkiem. Pięć koni i jeźdźców z pełnym moderunkiem wystawiają księża jezuici konwentu Grodzieńskiego z dóbr Hornicy, Hnoionnicy, Kiełbasina, Hołwna, Kotry, Bali i Poniemunia. 

Dlaczego zatem w popisie nie odnotowano obecności Aleksandra Cypla, który zaledwie 10 lat później jest wymieniany w rejestrze podymnego z Kotry Nesterowicze? Być może w 1765 roku był jeszcze za młody, aby stanąć do popisu – mógł mieć np. mniej niż 20 lat. W popisie odnotowany został prawdopodobnie jego ojciec – Imć pan Antoni Cypla na koniu białym, z szablą. Stawał jednak nie z Kotry, ale z okolicy Ihnatowicze, a razem z nim:  Imć pan Franciszek Zatelski za wielmożnego imci pana Ihnatowicza – podstolego Grodzieńskiego z Proniewicz y Ihnatowicz, na koniu gniadym ze wszelkim moderunkiem. Imć pan Adam Ihnatowicz na koniu siwym bez broni. Imć Michał Sawaniewski na koniu karym, z szablą. Imć pan Ignacy Eysymont na koniu gniadym, przy szabli. Imć pan Jakub Usowicz na koniu gniadym, przy szabli. Imć pan Jan Usowicz na koniu gniadym, z szablą. Imć pan Piotr Wysocki, z szablą, pieszy. Imć pan Kazimierz Ihnatowicz na koniu cisawym, z karabinem, szablą. Imć pan Felicyan Usowicz na koniu karym, przy szabli. Imć pan Kazimierz Ihnatowicz na koniu gniadym, przy szabli. Imć pan Adam Ihnatowicz na koniu cisawym, z szablą. Imć pan Jan Ihnatowicz na koniu gniadym, z szablą, pistoletami. Imć pan Michał Ihnatowicz na koniu cisawym, z szablą, pistoletami. Imć p. Jakub Ihnatowicz z szablą, na koniu gniadym. Imć pan Marcin Ihnatowicz, ienerał iego królewskiey mości, na koniu morozowatym, z szablą, pistoletami. Imć pan Michał Usowicz na koniu płowym, z szablą. Imć pan Franciszek Poczobut na koniu morozowatym, z szablą. Imć pan Kazimierz Ihnatowicz na koniu wilczatym, z szablą, pistoletami. Imć p. Bartłomiey Ihnatowicz na koniu gniadym, z karabinem, szablą. Piesi teyże okolicy. Imć pan Jan Usowicz z karabinem. Imć pan Ian Ihnatowicz, z szablą. Imć pan Jakub Sarosiek bez broni. Imć pan Jerzy Ihnatowicz bez broni. Imć pan Piotr Ihnatowicz bez broni. Imć pan Felicyan Usowicz bez broni. Imć pan Jakub Ihnatowicz z szablą. Imć pan Jakub Proniewicz z szablą. Imć pan Jerzy Narbutowicz z szablą. Imć pan Jakub Ihnatowicz z dzidą. Imć pan Piotr Usowicz z szablą. Imć pan Piotr Usowicz z szablą. Imć pan Maciey Ihnatowicz bez broni. Imć pan Wawrzyniec Ihnatowicz na koniu gniadym z szablą. Imć pan Wawrzyniec Pułianowski bez broni. Imć pan Dominik Eysymont na koniu gniadym, z szablą.

Z popisu wynikają pewne informacje pozwalające na odtworzenie faktów z życia moich przodków. Można zakładać, że Antoni Cypla miał jakiś związek Ihnatowiczami. Na popisie w 1765 roku główną postacią z okolic Ihnatowicz był podstoli grodzieński „Jaśnie Wielmożny Pan Ihnatowicz” reprezentowany przez „Imć Pana Franciszka Zatelskiego”. Podstoli, to w tamtych czasach ósmy co do znaczenia urząd świecki. Antoni służył prawdopodobnie u tegoż podstolego. Z większości herbarzy polskich, a także innych źródeł genealogicznych i historycznych wynika, że Ihnatowicz (Ignatowicz) wywodzący się z tych okolic pieczętowali się herbem Kościesza – czyli takim samym jak Antoni. Powyższe może świadczyć o bliskim związku obydwu rodów.

Określenie „Imć Pan” świadczy, że Antoni nie był wielmożą posiadającym rozliczne majątki – mógł być natomiast szlachcicem pozostającym na służbie o możnego pana (zapewne pochodzącego z rodziny Ihnatowiczów).

Fakt, że stanął do popisu na koniu i z szablą świadczy, że nie był typowym „gołodupcem” – na popisie stanęły całe rzesze szlachciców nieposiadających nawet szabli, a co dopiero konia.

Nazwisko Cypla było reprezentowane tylko przez jednego stawającego, co może świadczyć o małym rozgałęzieniu tego rodu – w 1765 roku prawdopodobnie tylko jeden dorosły mężczyzna (Antoni) nosił to nazwisko w całym obwodzie grodzieńskim. Być może byli również inni lecz w wieku, który zwalniał ich od stawania w obowiązkowym popisie szlachty.

Antoni stanął do popisu z Ihnatowiczami, Sawaniewskimi, Eysmontami, Usowiczami, Poczybutami, Sarosiekami, Proniewiczami. Wszystkie te rody były ze sobą powiązane i wywodziły się z rycerstwa litewskiego i jaćwieskiego, które zostało osadzone w tych okolicach za czasów Władysława Jagiełły. W tamtych czasach na zachodnich brzegach Swisłoczy powstają takie osady jak: Hlebowicze, Ihnatowicze,  Petelczyce, Poczybuty, Proniewicze, Sarosieki, Usnar. Na wschodnim brzegu Swisłoczy powstają w tym samym czasie osady rycerskie takie jak: Cydziki, Glindzicze, Jodkiewicze, Połujany, Eysmonty. Być może Antoni był potomkiem jednego z rycerzy litewskich lub jaćwieskich osadzonych przez Jagiełłę na brzegach Swisłoczy...

Aleksander Cypla w świetle lustracji powiatu grodzieńskiego z 1789 roku

Prawie ćwierć wieku po popisie, a dokładnie w 1789 roku odbywa się  Lustracja powiatu grodzieńskiego. We wsi Kotra Nesterowicze  wymieniany jest Aleksander Cypla, a wraz z nim jego rodzina określona tylko i wyłącznie w przedziałach wiekowych:

  • 1 osoba płci żeńskiej w wieku 45-60 lat (zapewne żona)
  • 1 osoba płci męskiej w wieku 1-16 lat
  • 1 osoba płci żeńskiej w wieku 1-16 lat
  • 1 osoba płci męskiej w wieku 16-30 lat
  • 2 osoby płci żeńskiej w wieku 16-30 lat

Z powyższego zapisu można wywnioskować, że opisywany Aleksander mógł mieć 45-60 lat, czyli urodził się około 1729-1745 roku. Opisywana rodzina składała się z siedmiu osób, z czego co najmniej dwoje mogło być potomkami Aleksandra (syn i córka).  Pozostałe trzy osoby to być może współmieszkańcy np. poddani chłopi.

Dla uzupełnienia omawianych dokumentów historycznych warto wspomnieć o jeszcze jednym popisie z dnia 25 V 1794 roku, wykonanym w związku z zaciągiem do wojsk insurekcji kościuszkowskiej. W dokumencie tym odnajdziemy tabele taryfowe, które w pewnym sensie uzupełnią wiedzę o okolicy Kotra. W odróżnieniu od opisywanego wcześniej rejestru podymnego z 1690 roku Chocianowice i Nesterowicze wymienia się jako osobne okolice szlacheckie parafii jezierskiej (wcześniej jako działy Kotry). W okolicy Chocianowice wymienia się 5 dymów, natomiast w okolicy Nestorowicze 15 dymów szlacheckich konnych. Zgodnie z taryfą na popis wojsk wystawiano 1 rekruta szlacheckiego konnego na 5 dymów, tak więc rekrutów naliczono tylko z Nestorowicz: 3 (5-ty szlachecki konny) i 3 (komput). W taryfie wymienia się również 1 dym ziemski w Kotrze należący do Jmć Pani Stawiskiej (Stawickiej) wskazując na obowiązek wystawienia 1 rekruta (5-ty pieszy) i 1 rekruta (komputowego). Może to świadczyć o tym, że dym Jmć Pani Stawiskiej (Stawickiej) przynależny był do okolicy Nesterowicze (Kotra Nesterowicze), gdzie w 1690 roku, jako płacący za dymy wymieniani byli  Michał i Konstanty Stawiccy. Taryfa wymienia się także inne działy Kotry: 2 dymy ziemskie należący do Jakuba Olizarowicza, 2 dymy ziemskie Jmć Pana Obuchowskiego (akces grodzieński podpisywał Dionizy Obuchowski) oraz 2 dymy ziemskie Jmć Pana Wołkowickiego (Wołkowyckiego) – jest tu zapewne mowa o Hipolicie Wołkowyckim, sędzi ziemskim powiatu grodzieńskiego, członku Sądu Kryminalnego od 1792 roku (to on podpisał akces grodzieński). Największy dział, ujęty w taryfie pod nazwą Kotra Imć Pana Dankiewicza wynosił 32 dymy ziemskie. Zgodnie z taryfą właściciel zobowiązany był wystawić: 6 rekrutów (5-ty pieszy), 1 rekruta (25-ty liniowy) i  7 rekrutów (komputowych). Łącznie w okolicy Kotra wymienia się 59 dymów ziemskich. Według statystyk sejmu czteroletniego z 1788 roku 1 dym to średnio 6 dusz – na tej podstawie można przyjąć, że okolica Kotra (wszystkie działy) w 1794 roku liczyła około 354 mieszkańców. Jako uzupełnienie można podać, że zgodnie z wyżej przedstawioną taryfą, cała parafia jezierska w 1794 roku liczyła 138 dymów ziemskich, tak więc Kotra stanowiła ich znaczną część – łącznie wystawiano 7 z 27 rekrutów (5-ty pieszy), 1 z 5 rekrutów (25-ty liniowy), 3 z 67 rekrutów (5-ty szlachecki konny) oraz 11 z 99 rekrutów (komput).

TROPEM PRZODKÓW...

Do tego miejsca dociekaliśmy historii rodu poruszając się w sferze mitów i legend, aczkolwiek niektóre z nich, jak się okazało, posiadały znaczące ziarno prawdy. Zostały także przedstawione fakty wynikające ze źródeł historycznych, w których wymienia się nazwisko Cypla. Opowieści o Iwanie Cypla, Apoloni Tołoczkowej Cyplance, Antonim i Aleksandrze Cypla zaprowadziły nas w nadniemeńskie okolice szlacheckie, zamieszkałe w dużej mierze przez potomków rycerstwa polskiego i jaćwieskiego. Zostało również wykazane, że ród którego jestem potomkiem mógł się wywodzić z prastarego polskiego herbu. Powstaje pytanie kiedy i w jaki sposób mój praprzodek wszedł do herbu Kościesza? Wymieniony w spisie urzędników Iwan Cypla sprawując tak wysoki urząd musiał się wywodzić ze szlacheckiego rodu – na tej podstawie należy domniemywać, że ród Cypla pieczętował się herbem na pewno już w drugiej połowie XVI wieku. Być może to właśnie bojar Iwan Cypla, potomek zdeklasowanej linii kniaziów smoleńskich został przyjęty do herbu w ramach powszechnej w tamtych czasach adopcji herbowej. Z czasem ten niezbyt liczny ród uległ deklasacji społecznej i osiadł w nadniemeńskich okolicach szlacheckich. Historia Iwana noszącego nazwisko Cypla pozostała niewyjaśniona, jednak ponad 100 lat później we wsi Kotra, oddalonej zaledwie  o 30 kilometrów od Kochanowa odnajdujemy ślad osób noszących przedmiotowe nazwisko. Być może byli to potomkowie Iwana, których można umownie nazwać linią kotrzańską rodu Cypla. Dalsze poszukiwania wykażą, że z linii tej powstały kolejne – zapolska, a z niej grodzieńska i warszawska. To w tych właśnie liniach zawarte są kolejne pokolenia moich przodków "po mieczu":

  • Pokolenie V od Aleksandra i Barbary z Obuchowskich
  • Pokolenie IV od Aleksandra i Joanny z Hryncewiczów
  • Pokolenie III od Józefa i Franciszki z Łozowickich
  • Pokolenie II od Stanisława i Ewy z Bylczyńskich
  • Pokolenie I od Mikołaja i Urszuli Bogumiły z Tykwińskich